Księga Gości | O mnie | | Poeci.com | |
Władysław Ryś

Liryczna strona jesieni

- Jesienne mgły -


chronią zbiegów i kłusowników

gdzieś tam
jeszcze kanonady

szare knieje, siwe konie
burty szalup
wiosła

a tu
kapliczka z Frasobliwym pod pachą
starej akacji
wyżej

jego gołębie

aż wreszcie
spodziewana

niespodziewanie utykająca sylwetka
parciany chlebak

rogatywka bez orzełka

w rudym zaroście spieczone wargi

wciskam ustaoburącz nabieram Ciebie



28 września 2003 roku.




- Błękitem pierzastym -



gdy tuje wciągną cień zimowy
dasz się popieścić psu rudemu


zagubionym ziarnem facelii spęczniejesz
wzejdziesz i wyrośniesz
rozkwitniesz błękitem pierzastym


a ja cytrynkiem myk myk
niech inni drzemią leżakują
przykucnę
dopadnę

wedrę się w samo dno kielicha
dopiję

czego wcześniej nie



- Sen pod jaworem -



jak przed półwieczem przed rokiem i wczoraj
kamień o kamień pociera miarowo
przelicza ziarna poczciwa klepsydra
pył mąki drażni nozdrza jak tabaka
ukołysany monotonią młyna
usypiam w cieniu rosłego jaworu


a wtedy rzekł mi kurator mechanik
sprawdzamy pompy co kopę lat mają
słyszę wyraźnie pod żagli łopotem
pieśń galerników. skutecznie choć z trudem
tłoczą z pomrukiem pompy w czeluść śluzy
oporną pulpę bez zbędnych przyspieszeń


chałat zielony zdjął ekspert kardiolog
powiedział jaszcze jest warte zachodu
dbaj o nie bardziej niż o własną kieszeń


Tarnów, 27.11.2003 roku.






- Oszroniona piosenka -



Snuł się nocą po opłotkach
polukrował świat;
rankiem buja się na wrotkach,
przekonuje kogo spotka
jaki z niego chwat.

Niebo śmieje się z uszami
ani kropli dżdżu;
spaceruje podwórkami,
szron zlizuje kawałkami
raz tam a raz tu.


Zebrała mnie chętka dzika -
chodź tu, ale już!
Żeś w koszulce? W to nie wnikam,
przytulisz się do piernika.
A że stary? Cóż.










Sen o Karpatach


- W żarnowieckim dworku -


samograj przewodnika
uwaga zblenduj uwagę


opary zadymiły więc
szukałem ducha poetki


tak oto
z secesyjnej patery zniknęła
słońcem ciężarna renkloda
na bajecznie krętych schodkach poczułem
lekki podmuch fałdów jej sukni
a z kuchni zapach kawy
palonej przez Dulębiankę


jednak zmagania
współczesnej chemii ze starą
niepoczciwą wilgocią
nie pozwoliły mi zobaczyć
pani w czerni i binoklach
przy biurku z epoki
ani w oknie
ani w parku



- W stodole -



łysym pagórkiem śmigają bose stopy
hyc na dyszel
kłódkę bez klucza wybrać ze skobla
uwolnić wrota

boisko w rynsztunku
młynek sieczkarnia i widły w kącie
kosze kobiałki brzozowa miotła
a na broniakach wiszą dwie kosy
tatowe cepy
mamine cepy
jaśkowe cepy


hop na zapole
podaj mi rękę
trzymaj się krokwi
wejdź na pięterko

skoczyć lecieć
spadać w siano wczoraj zwiezione
i raz jeszcze i raz jeszcze


wreszcie ostatnie spojrzenie na gniazdo stodolnika
radość piskląt splata się z poszumem jodły
z zapachami pól i miedz
w krótki warkoczyk snu



- Refleksy i mat -


przeglądamy stare fotografie
zamkniętą w gablotkach historię miasta
jego nadziei i nieszczęść
strzelisty kościół z kamieni wzniesiony
ku Jego Chwale
kwatery krzyży na Jabłońcu
dwuramiennych i jedno
jedne i drugie nasze


w muzealnej zachrystii
z szuflad wyłaniają się zbiorowe mogiły
retuszowane portrety burmistrzów
proboszczów i żandarmów
zdjęcia grupowe


- zobacz pan Sowliny 1934
tam była rafineria francuska


zredukowana szachownica
mrowie pioneczków a tylko
dwie figury
kierownik szkoły i katecheta na krzesełkach
eleganckie skrzyżowanie nóg oficerki
obie pary wyglansowane że do dziś
z cholew i krągłych szpiców
refleksy fleszem w oczy
a pionki
szare sukieneczki i porcięta
do pół łydki zakurzone
bose stopy
wszystkie


- Tamten skwar -


wygodnie na miedzy
widoki przywołują wspomnienia
tu a wtedy


wyraźnie słyszę głos matki
hecia hecia*


roje much
najśmielsze poza zasięgiem ogona
wokół oczodołów i pysków



popielate bąki wpijają się
w szyje i strzyki krów
z tą samą natarczywością atakują
nadgarstki zaciśniętych na czepigach rąk
i spieczony kark ojca
mamine łokcie

z każdym klaśnięciem
przybywa krwawych smug
na kolanach którymi dogniatam
stawiające się na stoku skiby


ostatnia sama się kładzie
zagon rozorany
wypoczywamy
w cieniu podkrzesanej jodły
gałązką leszczyny omiatam
bydlęta i siebie


wziął z rąk matki kubek maślanki
patrzał ni to na sterczące z bruzdy koślawe
wielekroć kaleczone lemieszem kamienie
ni w przestrzeń ponad doliną
i wtedy powiedział


rozmawiałem z Jędrzejem
on tam był
no co te strzały
w sośninie na Przylaskach

niegaszonym wapnem przesypali


najwięcej mówił o koniach furmanów
i chłopów zmuszonych do transportowania
o wielkich rojach gzów bąków i much
w tej spiekocie


______________________________________________________

* hecia - wydawane bydlętom polecenie „w prawo” (por. hetta).



Źdźbła i okruszki


* * *

od jesieni
nie wyprowadzał psa
odchodził milknącą ścieżką dźwięku


ucichły pieśni biesiadne na czwartym
metalowe popisy anki z parteru
goście nowych lokatorów z naprzeciwka
mniej robili hałasu
przestały trzaskać drzwi


fiołki alpejskie odebrała córka
wysuszona jak węgierska papryka


przejmujące wyciszenie
ciężkie kroki na schodach


potem już tylko szczekanie –
lament samotnego kudłacza







- chłop tyś (?) -



dziecko ma czwarty miesiąc a ty
takie kleksy wygadujesz
normalnie mnie zalewa
tracę ostrość widzenia
przez te wyczekiwania nocą
spanie w dzień
córki nie bawisz
ja się nie liczę
ważni są tylko oni
twoi koledzy
i komputer

po co więc rysowałeś
gwoździem lakier zastavy
ciąłeś go wtedy po policzku i
prawie mnie zgwałciłeś




- Skosem (rozmowa z kosem) -



górujesz nad wijami
kretami i ludźmi


jedni przepraszają i proszą
na bułkę na piwo
na przeszczep
drudzy wskazują odruchem
gdzie na to nie mają


widzisz tych co wynoszą
i tych co wybierają



jesteś śpiewająco
ponad to
tiuliu
z jesionu przy markecie






































Stwórz własną stronę w serwsie poeci.com

ACTON | Wirtualne kartki | Muzyczna.com| Ogłoszenia | Dla webmastera | Katalog stron | Program Partnerski


Wyślij wiadomość e-mail
Twój
e-mail:
Treść: