poeci.com | O mnie | poetyka.pl | digart.pl | podaj.net | zespół poezji śpiewanej
krąg przyjaciół sztuki

Gawlikowska Joanna (z d.Białek)

"BAŚŃ NAIWNA"

noc za ręce wiedzie błyskawice
w grzmocie ginie upału udręka
góry stają w świetlistej pozłocie

a w łagodnych objęciach ciszy
idzie spać zielona sukienka

zielonymi oczyma dotknięta

kiedy szarość utonęła w zieleni
pochłonięta rzęs ciemnych pieszczotą
wszystko nagle się dokonało
bo dzień jasny brzmiał miłosną nocą

i nic więcej stać się nie mogło
tylko ręki dotknęła ręka
a w stukocie odchodzących kroków
falowała- ta z poezji- sukienka

zielonymi oczyma dotknięta

/2003/

Kalińska Beata

***

I co z tego że piszę na czysto
a żyję na brudno

że mi sen ucieka
przez dziurawe buty

że mnie zaczepia
w samo południe
tarmosi za włosy
że mi krajobrazem macha
psem lokomotywą
i żabim skrzekiem
strzela z procy człowiekiem
na moje podwórko

jedni ludzie kopią studnię
sadzą kapustę
inni całują maki prosto w usta
i idą w taniec
jak w niemalowane drewno

a potem niewyspani
upaprani poezją
liczą na łagodny
wymiar kary
od życia

Kantor Petr

"A THOUGHT"

The path to knowledge
Through the gravel hurts
Like a hissing snake
Turns and lurks
In the dodge
In the furrowed field

And the seed is stilled

It alone shall sprout soon
Not knowing the how
Not knowing the doom
Of the ever true doubt

And Whose is the truth?

...

The truth is what is same
The truth is what was yesterday
The truth is what is fame
The truth is what is everyday
The same is life

Kostkova Miriam

***

dafne
dala by krk za to, ze
dal ji svazat knihu
dafne
dafne
daleka cesta
dafne
doufa
dalekohledem
diva se
dalekozraka
dafne
z damasku

Łokuciejewska Ewa

fragm.powieści
(...) Prowadziła kreskę maleńkiego pędzelka po śladzie ołówka. Rzadko szkicowała
coś przed malowaniem, ale właśnie postanowiła coś zmienić w swoim życiu i to
właśnie było to, co właśnie zmieniała. Ale problem ze szkicowaniem był
innego rodzaju, nie dotyczył tak naprawdę jej walki ze swoim charakterem. A
przynajmniej nie w tej płaszczyźnie. Chodziło o to, że zawsze to, co
naszkicowała i tak było inne, i to zupełnie, od tego, co potem na tym
malowała. Więc było czystą stratą czasu...

- Czy to kwestia charakteru? Pewnie tak...- myślała przygryzając
koniec pędzelka.

Wszystkie były obgryzione, ale tak specyficznie, że można by po tym
rozpoznawać jej warsztat. Równiutko, przednimi zębami, jak obcążkami,
obcinała koniuszki, aż do momentu, gdy nie dały się tak obgryźć. Teraz
okazało się, że za bardzo rozcieńczyła farbę olejem, bo linia się rozmywała
i tworzyły się krople ciążące niebezpiecznie w dół. Delikatnie patyczkiem
kosmetycznym usunęła nadmiar, ale i tak ta kreska jej się nie podobała.

- Powinna być dokładnie zcieniowana odwrotnie... Większa ilość
farby, a więc ciemniejszy ślad powinien biec odwrotnie. Cóż, kiedy ciążenie
ziemskie właśnie w takim kierunku działa.... Zaraz....-oświeciło ją i
przekręciła obrazek do góry nogami.

Teraz było dobrze.

- Złudzenie trójwymiarowości już w sferze samej kreski. Maluję
maleńkimi beleczkami, walcami i kulami...Czy to jakoś się nazywa? Pewnie
tak. Wszystkie możliwe techniki zostały już wymyślone i nazwane. Nawet
technika "Gówno artysty w puszce." Nigdy nie będę nowatorska...Ale nie jest
to istotne, bo nikt oprócz mnie nie będzie się nigdy nad tym zastanawiał.
"Nie widzicie belki w oku swoim". Mam teraz tak potworną belkę, że nic poza
nią nie widzę...

Miała nadzieję, że malowanie jej pomoże, bo zawsze pomagało. Skupienie na
przedmiocie wyciszało inne myśli kotłujące się niebezpiecznie po głowie,
zawsze istotniejszy był jakiś zaciek, jakaś nierówna powierzchnia i zły
cień. Ale widać temat Marka był zbyt natarczywy, bo od kreski doszła do
belki w oku i niego. Uwierało ją. Ogromnie ją uwierało. Dość długo chodziła
w glorii. Dość długo cieszyła się opętańczo tym, co miała.

- Może mi się już nie zdarzyć- mówiła do siebie wyraźnie akcentując
każde słowo. Byłabym durna... Nic złego nikomu się nie dzieje.Trochę radości
i tyle...

Ale nie wierzyła tym wyraźnie wyartykułowanym słowom, nie wierzyła ani
jednej sylabie. Gdzieś ją gniotło i uwierało, choć żyła teraźniejszością i
nie zrezygnowała nawet z jednej, najmniejszej chwili szczęścia. Wycmoktała
to do końca. Nawet oblizała papierek.

-"Nie grzeszy ten, kto grzeszy z miłości"

To był teraz jej ulubiony cytat. Ale uczucie brodzenia w gęstej mgle
narastało zamiast się rozwiewać. Akurat na tyle wykształcenia filozoficznego
liznęła, by wiedzieć, co tak naprawdę św. Augustyn miał na myśli. (...)

Malinowski Stanisław Józef

„JUŻ CIĘ WIDZIAŁEM”

już Cię widziałem
na ustach wieczoru
między błaganiem
I serc poruszeniem
wśród ciepła godzin
jasno obnażonych
na rynku miasta
i dworca czekaniem
już Cię widziałem
na drodze do domu
między pustkowiem
pożegnań na chwilę
wśród tych promyków
rozmowy zbyt krótkiej
i listów Twoich
jeszcze nie czytanych
już Cię widziałem
obok tak uczciwie
między łódeczką
dłoni skrępowania
wśród prawd ziarenek
i źródeł otwartych
już Cię widziałem
patrzeć nie przestanę

/2005-11-30/

Oszelda Jerzy

"SIEDEM PRZESŁAŃ GÓRSKICH"

motto:
„Góra patrzy
na mnie
źrenica skalistego
zbocza
śnimy siebie
nawzajem”


I
Góry w deszczu
przesłaniane opowieściami
mgieł
zdobne melodią
śnieżnej bieli
która jest jak czystość
ludzkiego serca
o t o p r z e s ł a n i e m i ł o ś c i

IV
Góry
rodziny gór
masywy górskie
ziemi
u waszych stóp
piękne o każdej
porze dnia
i nocy
wody mórz i oceanów
obmywające iluzję
oraz dramaty
ludzkich istot
o t o p r z e s ł a n i e p o k o r y i o c z y s z c z e n i a

/Włochy,okolice Genui,2.I.2000/

Otrębska Marta

"TRZEBA" [poetom z c.]

zakochana bez przytomności
w starym bruku w ogrodach i zapachu śniegu
odnalazła swój pierwszy dom po to, by go stracić
pierwszy raz w mieście z rzeką, znad której nie trzeba uciekać
w mieście, gdzie z braku tramwajów nie da się pod żadnym umrzeć
gdzie nawet droga czarownic ma urok spacerowej trasy
w miejscu, gdzie sztuka ma swoich przyjaciół i zatacza kręgi
a poeci są dramatycznie rozdartymi sąsiadami
wpisani w krajobraz
na majowych łąkach gryzący pomidory
czerwone i soczyste wśród bujnej zieleni

trzeba wgryźć się w życie
w śnieg, bruk, krajobraz, wiersze i siebie nawzajem
trzeba ratować się łykiem krzepiącego Słowa
kęsem chleba żywego bardziej niż my sami
trzeba by wejść odważnie w ten deszcz oczyszczenia
inaczej
kto wie kiedy inaczej na proch pousychamy
z tęsknoty za miłością większą niż pojmuje rozum

jej krople czerwone jak wino dawno powsiąkały w ziemię
już ich nie widać
trzeba w nie
uwierzyć

Rybicka Hanna

"DŻEM"

Wiem,
nie miało być wiersza.
Cisza jest lepsza.

Dżem
na kromce chleba
pachnący,
na kilka sekund
wolny,
śle zapach do nieba,
gdzie czeka go śmierć.

Leć ciszo, leć.
Innym cię więcej potrzeba.

/z tomiku: "Obrazki-Oblazky" wyd.AVION'2005/

Skóra Jolanta (z d.Pisarek)

***

Z tylko sobie znanych powodów
myślą o Tobie
Kapryśnica
W istocie
kawie o świeżym poranku
pasuje
puszysta śmietana i
finezyjnie zdobiona
chińska filiżanka

W wazonie darowane róże
stanowią
osobny świat
mały wymiar
jeszcze mniejszych,
ale drogich sercu spraw

Spójrz, to przecież

Przyjaźni
udało się ogarnąć
nie tylko Ciebie

Dzięki niej
jesteś wyjątkowa dla wielu
najważniejsze -
dla Tej w lustrze też

Szklorz Małgorzata (z d.Sadowska)

"KONTRASTY" [z tomiku: 5_”Echo”]

motyl
w pomarańczach
i w złocie
motyl w locie
motyl w chwili wytchnienia
świat się zmienia
trzęsie się ziemia
wojna na drugiej półkuli i śmierć
a tu... żerdź
i motyl na żerdzi
przytwierdzony słońca zachętą na psoty
a tam... kłopoty
a tu
stukot jabłka o jabłko w sadzie
spadające z jabłoni
szmer dotyku i pociąg dłoni do dłoni
i lep i muzyka i warkot trzmieli
ogorzałych od pyłku na kończynach
i jeszcze chłopak i jeszcze dziewczyna
i błysk
oka z okiem otarcie powieki
i pora właściwa na hejnał od lat ta sama
zero dwunasta
i zapach siana
i zapach ciasta
i pól pszenicznych polskich naszych wolnych
odgrodzonych niebem od tamtego świata
i zapach
wolnego lata
i motyl
cały w pomarańczach
i w złocie
i tak zwyczajnie motyl
w swobodnym locie

/2006/

Śniegulski Mariusz

***

kiedyś w chaosie
łzy na wargach
jak step
suchość
popękana głodem

I kiedyś śpiewem
zmęczonym
kapeluszem ulicy

żebrząc za byt
uciekałem

od popiołu
- w trumnie -
czterech ścian pokoju

moja dusza
opalona tytoniem
opłakana wódką
i winem prześcieradło

i wtedy kwiat za oknem
uśmiechnął się
dotknął mnie
świeży oddech
miłości - dziękuję.

/2002-10-26/



Indi

dla Zygusia

Wyrwane czasowi godziny
co jak minuty
umykają
WYrwane jasnemu dniu pieszczoty
co jak ciężkie grzechy
ukrywamy
Wyrwane realności pocałunki
co jak piękny sen
przeżywamy
Wyrwane szarej, zabieganej codzienności
szczęście, co jak marzenie
do spełnienia.














Stwórz własną stronę w serwsie poeci.com

ACTON | Wirtualne kartki | Muzyczna.com| Ogłoszenia | Dla webmastera | Katalog stron | Program Partnerski


Wyślij wiadomość e-mail
Twój
e-mail:
Treść: