siła słów
mówiłeś
trzeba mówić co się czuje
teraz to wiem
zrozumiałam że
słowa dotykają
bardziej niż dłonie
pozwalają wydobyć
z zakamarków wyobraźni
miłosne pieszczoty
potrafią zabarwić
rumieńcem skórę
nazywają usta ustami
twarz twarzą
uczucie miłością
brak twego dotyku
twoich rąk
wytłumaczę odległością
brak słów
twe milczenie
jest niczym innym
jak ogromną samotnością
***
wymyśliłam sobie
naszą codzienność
poranek budzący się
w twoich ramionach
kubek zalany
gorącą czułością
twój głos jak balsam
kojący smutek
szelest twej obecności
w sypialni, pokoju
kuchni gdy karmisz
me usta ustami
łazience gdzie szmer wody
przypomina o tobie
i przedpokój witajacy cię
powracającego z pracy
a w dali muzyka
to Nova Nova
wymyśliłam sobie
wszystko
***
niezłączeni
nienazwane są nasze więzy.codzienność rdzawa
nie jest nam pisana. pomiędzy kuchnią a pokojem
duch twój krąży. oczy moje spocone niespełnieniem.
nie nam zasmakować nudy, ni słoności swego ciała.
ciągle podążamy raz doliną, raz wyżyną uczuć.szukając pochyłości
na wzgórzach ciała spotykamy piach. wieje mocno w oczy, wwierca się
w mózg próbując prowadzić konwersację z sumieniem. ono śpi.
codziennie spotykamy się. w mieście naszych marzeń na rogu
szaleństwa przecinającego smutek.gdy trzeba- znikamy bez słów jak fatamorgana
***
rozdwojeni codziennością
spacerują po różnych ulicach
oddaleni
zamiast dłoni błądzących
dni i przeciągi chodzą
pomiędzy nimi
w miejscach naznaczonych przez ich ciała
mieszka już tylko pustka
a oni
stąpają po suchym piasku ciszy
cichutko
by nie było słychać jak burzy się ich świat
leciutko
a czuć jakby trzęsła się ziemia
***
od dnia kiedy cię poznałam
zamieszkało we mnie oczekiwanie
przyczaiło się w moich oczach i czeka
uśpione w wygasającym ognisku nadziei
mijają dni
miesiące
moje ręce niczym uschnięte konary drzew
opadają w geście rezygnacji
i nawet przyniesione przez poranek krople rosy
nie obmyją zranionego serca
mówisz że oczekiwanie
nigdy nie spotka spełnienia
****
jeszcze nie zwolnione bicie serca
a już tylko zimna ściana
zamiast drżących ramion
kołysze ją do snu
przytulona do poduszki słucha
koncertującego świerszcza
cichość się skosmaciła
on daleko a ona
leży bez tchu
skulona bezradnie w sobie
próbuje zniknąć
***
Wiatr
myślę o tobie
myślisz o mnie
przestrzeń pomiedzy nami
tak bardzo się skurczyła
klęczymy naprzeciw
wstrzymując oddechy
dotykamy się
nie, to tylko wiatr
rozwiewa nasze włosy
głaszcze i uspokaja
stęsknione serca
****
Potrafiłam czekać tak długo
wspierać myśli o zimne dłonie
i marzeniami karmić samotność
potrafiłam mieć nadzieję
to ona kazała mi
obdarować cię sobą
całego
a kiedy przyszedłeś
zdjęłam z siebie korale
pocałunków
zrzuciłam suknię
namiętności
odłożyłam szal
pieszczot
Wtulona w spełnienie
nie wymówilam żadnego słowa
nie potrafiłam...
***
strzelając z łuków
zgłodniałych spojrzeń
zarzucę sieci rzęs
na ciebie
będziesz pragnął
ukołysać pocałunkami
moje westchnienia
rankiem
pozostaną za nami
łóżka nie pościelone
i napoczęte
****
znowu huśtawka nastrojów
smutek
spowodowana myslami o tobie
wszystko we mnie
krzyczy za tobą
moje spragnione oczy
głodne twojego widoku
usta pomalowane czerwienią
marzeń o tobie
spustoszone brakiem pocałunków
palce poszukujące twoich włosów
karmiące się teraz
chłodną przestrzenią twojej nieobecności
serce zmęczone miłością
wypełnione łzami
rozstrzaskanymi milionem cząsteczek
o brzeg nienasycenia
****
czas wypełnia powoli
puste miejsca po słowach
puste miejsca po nas
noc zaciska swe powieki
otulona kołdrą smutku
tęsknię
dzisiaj
juz tylko samotność
całuje mnie po twarzy
Prośba
pozwól mi siebie pokochać
weź moje oczy
daję w nich pragnienie
mych ramion
które mdleją od powstrzymywania
powiększającej się przestrzeni
dzielącej nas
zanurz się bez wahania
w burzliwe morze mojej miłości
nie odchodź
jak obłok niewinny
Rozstania
Rozstanie cz.I
I jeszcze tylko ostatni uścisk
w dławiącym gardło pośpiechu
nad nami rozpostarł skrzydła smutek
zatacza wielkie koła tęsknoty
ostatnia pieszczota oczu
odjeżdżam bogatsza o ciebie
***
Rozstanie cz. II
umarłam gdy zapytałes
czy mogę wziąść cię
ostatni raz w ramiona
usta w pośpiechu
karmią się pieszczotą
czują słony smak rozstania
słońce zgasło
tylko oczy pełne blasku
z tańczącą w nich złudną nadzieją
..................................
trzeba nam nauczyć się
życia bez siebie
czy potrafimy?
***
Rozstanie cz. III
zapatrzenie moje
pobiegło za tobą
bezwolne
serce rozżalone
wyrywało się z uwięzi
skomląc cichutko
tylko ciało
stało twardo na ziemi
skamieniały posąg
***
Rozstanie cz. IV
czas się pożegnać.w geście rozpaczy
zaplątałam się w twoich włosach
nawet nie zaważyłeś
że w domu wyczesałeś mnie
jednym ruchem grzebienia
w znikającą twoją sylwetkę
przylgnęłam
gorącym promieniem słońca
w domu zmyłeś
kurz mojej obecności.spływałam pieszcząc twoje ciało
kropelkami wody
odszedłeś
zostawiłeś odciski palców
na mojej skórze. w mojej tętniącej krwi
***
Rozstanie cz. V
czas zdyszany prędkością
uwięziony w oczach pieszczotą
pożegnalnego uścisku
wyrywał się zniecierpliwiony
dalej chcąc bezlitośnie
wybijać swoje tony smutku
dwa serca pokonane w walce
z upływającą chwilą
znowu bezwiednie wracają
do swoich codzienności
***
na początku
prowadziliśmy za rękę
nieporadną,nieśmiałą rozmowę
potykała się co krok jak roczny dzieciak
szukaliśmy wspólnych tematów
a one chowały sie przed nami
w najdalsze zakamarki myśli
w koncu
znaleźliśmy wspólny język
język pocałunków
i słowa były już zbędne..
****
tęsknocie
domalowuję skrzydła
by mogła odfrunąć
gdy stracę nadzieję
za mną pozostanie
słona łza
na szklanki dnie
***
niespełnienie
przychodzisz do mnie każdego wieczoru
karmisz słowami
które spijam chciwie z twoich ust
deszcz twoich spojrzeń
wypłukuje ze mnie wszelką obawę
która uparcie niczym kąśliwa osa
wpija się w serce
ogrzewam się pulsującym ciepłem miłości
która korzeniami wzrasta
przychodzisz do mnie każdego wieczoru
w mojej wyobraźni
kiedy wreszcie
kiedy wreszcie przyjdzie zaspokojenie
głodu moich ust i rąk
napełnię delikatnością twoje włosy
wleję w nich moją tkliwość
pozwolę aby trzepocząca radość
w wiosennym odruchu
pofrunęła w słońce
warkocz
jesteś
i jestem ja idąca naprzeciw
przesuwamy po twarzy oczyma
pulsujące ciepło bije w nich
z naszych niepewnych uśmiechów
zbieramy roje słów
które niczym brzęczące pszczoły
przysiadły na naszych rzęsach
karmimy sie sobą dotknięciem ust
przechodzimy tkliwie z objęć do ramion otwartych
drżymy...w naszych ciałach tętni krew
wołające głodem palce
czepiają się naszych cieni
łapiemy miłość za włosy
zaplatamy z niej warkocz
który trzepoce niczym rozżalone serce
to nic
twoje oczy rozrastają się
we mnie smutkiem
bo nieustannie dotykam
tylko myślą twego ciała
w niej splatamy swoje dłonie
oszołomieni sobą
znajdując się nagle poza czasem
tkwiąc w dolinie pomiędzy
pożądaniem i rozkoszą
i już tylko pragnę
że twój dreszcz
w ciele mym gra
a przy uchu słyszę
szept twojej krwi
to nic że zaledwie
dotykam cię wyobraźnią
i głaszczę serce
spuchnięte od wspomnień
***
oplotłeś miłością moje serce
tak zwinnie jak płomień
trawiący kruchy konar drzewa
teraz tylko ty potrafisz
pieścić nawet słowami
strwożone pragnieniem uda
a piersiom dotąd szeptać
wyznania miłosne
aż rozkwitną
utkane pragnieniem
***
Dotyk
rozsyp wszystkie swoje palce
na moje głodne Ciebie ciało
tak aby każde muśnięcie
rozkołysało mnie rytmem oceanu
przesuwaj oczami po mnie nagiej
aż z radością odpowie ci
cała powierzchnia mojej skóry
pragnieniem czujnych włókien
wpleć swoje dłonie w moje włosy
zaszeptaj w ucho słowa miłości
aż będę śpiewać do ciebie
falistością moich bioder
zanurz się bez wahania
we wzburzone morze moich pragnień
roznieć ten płomień a potem ugaś
niech w twoich ramionach
nasycony zaśnie
****
rezygnacja
codziennie
niesiona falą łez
odpływam
w głąb siebie
już nie umiem
kołysać się
pomiędzy chmurami
tańczyć
gdy wiatr nadyma
bezsilnością swe policzki
rozdmuchuje
uczucia
nie umiem ich uciszyć
czekam na przypływ
***
tęsknota
jest noc
przymykam oczy
napinam struny samotności
aż po kres ciszy
znużona zasypiam
z nadzieją że
w delikatnym obrysie
spragnionych ust
spełnią się moje sny
pod powiekami
świt budzi mnie
brzęczeniem tęsknoty
pękniętego zegara
i już nawet
poranna rosa mgły
płacze za tobą
********
każdego dnia
pakuję w walizkę
swoje pragnienia
stoję na peronie
z hukiem odjeżdżają pociągi
moich myśli
nikt do mnie nie podchodzi
każdego dnia
coraz dalej
odjeżdżam
w głąb siebie
***
słowa i gesty zabija
metodycznie wyćwiczona pamięć
w kierunku lepszego
samonieczucia
i rozgrzeszenia uległości
potrącanie oczami
przypadkowego przechodnia
pozwala zapominać
rozwiewać myśli
sumienie
nerwowo zatrzaśnięte
jak te skrzypiące drzwi
na głucho zamknięte
****
Całujemy się nad brzegiem Wisły
zachwyceni krótką chwilą
tak ciężko nam się rozstać
gdy wiatr szeleści rzeką
a cisza czerwienią naszych ust
mijają minuty
woda płynie
radością rozlana
a nasze usta splecione pocałunkiem
nabrzmiewają rosnącą tęsknotą
***
przeglądam się
w samotnej kropli ciszy
zdawać się może że
czas przestał tykać
zastygły w zdziwieniu
gdy chcę w namacalnym
drżeniu powietrza
odnaleźć twój
nieobecny kształt oddechu
zanim poranny cień
znużony poszukiwaniem
w południe zaśnie
*****
cierpliwa niczym
zegar słoneczny
mówię sobie że
od spotkania
do spotkania
ułynęła nie wieczność
ale tylko kilka dni
albo tygodni
tłumaczę dłoniom
by spokojnie czekały
aż kolejny raz
palce zatańczą nieporadnie
w rytmie oniemiałego serca
****
Wyspa
jest wieczór
kojona słonym smakiem zmęczenia
zamykam oczy by usłyszeć mrok
zawieszam głos w tunelu wahania
i umieszczam swoje myśli
na granicy otchłani smutku
chłód oplata mnie i pozwala trwać
bez nadziei
że przestanę być samoistną wyspą
kiedyś oddechem rzeźbiłeś moją twarz
|