Księga gości | O mnie | Salony Kulturalne | Magia Słowa AndrzejaBoreckiego | Dziwny świat RobertaDregowicza | Forum Prozatorskie Balka
Jola Sztejka

wyznanie w butelce po winie

ukołysana ciszą roztańczonej świecy
piszę do ciebie list
taki zwyczajny
na białej kartce kreślę
wieczne znaki piórem
że wieczory coraz dłuższe
i że tęsknię

wiem, że kiedy wrócisz
w chwili słabości
stanę przed tobą nawet na rzęsach
- żebyś tylko był
przy mnie



z monologów młodej rodzicielki

przepraszam maleństwo
że budzę cię w nocy
i w piekielnych ciemnościach nie bacząc na mróz
spieszę, by oddać obcym.

przepraszam za tę chaotyczną nieporadność
śpioszki na lewej stronie
i to że czasem czapka zachodzi na oczy.
za czkawkę, gdy w pośpiechu przykładam do piersi.

szef ciągle się wścieka
lecz ja mam talent
by dzielić czas
- udawać że tak świetnie sobie radzę
i że kocham z umiarem



spór o mamę w kapeluszu

zagubiło się gdzieś zdjęcie
to, na którym mama w kapeluszu
i któreś z nas
wyglądające na zapłakane

wsłuchuję się w spór
między starą ciotką a rodzicielką
dla mnie i tak bez znaczenia
kolor kapelusza
i czy to właśnie wtedy zostawił nas ojciec

zmęczona upałem

* z dedykacją dla Kasi Sioćko i Poczty Polskiej ;)


miałam umyć okna
z całego dnia zmyć biurową złość
skruszyć irytację
zając się czymś co szybko spożytkuje
energię przeznaczoną na bunt

miałam być sama
męża odesłałam na spacer z psem
aż zawiesinę awantury
nie zmyje wyczekiwany
deszcz

miało być źle
(tak dla zasady)
bo czasy są ciężkie
bo takie miałam dzisiaj widzimisię

z zachodzącym słońcem zapukał listonosz
ocierając pot z czoła wręczył mi list
odchodząc zapytał
- kiedy będzie następny wiersz?




prawdę mówiąc… (album na starość)

dzisiaj, tak jakoś bardziej
w oparach mgły gęstnieją smutki i plączą się
wspomnienia przez nikogo nie zapraszane

w bujanym fotelu przemykają
tworząc na ścianach niewyraźne cienie
chwile sprzed lat
gdy u stóp koszyk wełny
a z kuchni zapach kakao i śmiech dzieci

patrzę na ciebie i udaję, że nie zauważam
dzielącej nas różnicy pokoleń
w dłoniach już tylko telefon
i kubek rozpuszczalnej

(z Bydgoszczy do Warszawy ) twoim śladem

z ulicy w moim mieście
na którą po raz pierwszy zaprowadził mnie dziadek
przez lata pamiętałam jedynie problemy
z wypowiadaniem twojego nazwiska

jakiś czas później
(nie pamiętam ile mogłam mieć lat)
nie potrafiłam wyobrazić sobie
pomiędzy małymi willami
pianina i twoich palców tańczących poloneza

na ulicy w moim mieście
zabrakło tego światła, jakie pada na twoją twarz
w warszawskich łazienkach
do których przywiodły mnie niedzielne koncerty
i wariacje przy których tak śmiesznie pląsają wiewiórki

dlatego wracam

biurowe savoir vivre

kiedy stoisz na dziedzińcu
wypatrując mnie w oknie
ja zapracowana
udaję że nie zerkam nawet
choć podziwiam kolekcję twoich krawatów
(złośliwi mówią, że koszula
ta sama od tygodnia)

kiedy łowisz kolejną grubą rybę
przyklejam
służbowy uśmiech
do wczoraj
przeznaczony tylko dla szefa

niekonsekwentnie

przed trzydziestką na karku
chciałam dotknąć twoich miękkich rączek
patrząc na ciężarne brzuchy
napotkanych przypadkowo kobiet
ubierałam cię w sukienki, plotłam warkoczyki

tymczasem odbieram kolejne nagrody
opijam awanse

skruszona
opadam na skórzaną kanapę
obiecując ci kolejne narodziny


burza

wiatr
wypłoszył z łąki słońce
na ulicach zaczynają kolorowieć parasole

czerwone maki truchleją
ze strachu gubią płatki
z chabrów w kroplach
spływają owady
w deszczu topią smutki
a stary orzech tuli w liściach swoje dzieci

lato, a niech cię piorun trzaśnie!

niewyczekiwane

powroty
przez duże miasta i małe wsie
ledwie muśnięte wzrokiem
takie, nierozpoznawalne z nazwy

kołyszę się
w przerywanym półśnie
kątem oka dostrzeżony intruz
senczyniesen

powrotem do rzeczywistości
ocierane łzy


Z podróży ( z listów do P.)

piszę do ciebie enty list z kolejnej miejscowości w takim samym stanie ducha, który nie pozwala kroczyć dalej z miną grzecznej dziewczynki
roztopiła się pewność siebie, zastygła w kałuży, w której ty palcami nie brodzisz
to takie dziwne
że gdybyś był, nie byłoby listów do Ciebie i mrugnięcia okiem
po każdym kolejnym obiecuję sobie, ze ostatni raz zawracam ci głowę, a ty czytając każdy
kolejny, dajesz słowo, że nie stracisz cierpliwości..
zaczynam trzaskać drzwiami, choć tego nie słyszysz żadnemu z nas to dobrze nie wróży
wyjeżdżam na dłużej…


ja, naturalnie

czasami wystarczają dwa słowa na tydzień
czajnik nie odmawia zagrzania wody
herbatka potulnie zaparza się w imbryczku

rozgrzewamy dłonie

wydeptane kroki przed domem
nie ważne czy nasze
świeże ślady
ważniejsze niż dwa razy dwa

człowiek
nie musi wybaczać


niepewny

deszcz sączył kurz z parapetów
strącał
pachniało cytrusami
pies gonił orzechy a myśli wciąż zwisały tylko
z gałązek choinki

odstawił kubek
wstrzymał oddech
kolejny raz sprawdził czy działa telefon i czy numer
zapamiętał prawidłowy. świąteczny rytuał


wyznaję

czasami tylko
przez podrażnione spojówki
zatapiam się w zapamiętanej głębi
odtwarzam dotyk i uderzający
zapach świtu
pod powiekami szaleje
burza

nie mówię, że tęsknię


kulawy erotyk

zatrzymując oddech na śródstopiu
zmieszałeś strach z pożądaniem

to było jak obłęd

dotykając zaczerwienionych miejsc budziłeś ze snu
napięcie

opuchnięte kostki chłodziłeś pocałunkiem
niepewność dotrzymywała kroku ciarkom na plecach
z dwojga złego

wywróżyłeś mi z fusów



przypadkiem kobieta

nie jakaś tam laska, nie fajna dupa do zerżnięcia
ja. kobieta
kiedy siedzę naga w wiklinowym fotelu
nie twoja sprawa
nawet jeśli spotkałeś mnie wcześniej
w cienkiej sukience na deszczu
nie miałeś prawa

wczoraj minęliśmy się na ulicy
niby przypadkiem otarliśmy wzrokiem
ja. kobieta
wybaczam


sobota dzieckiem poczęta

kiedy mówię, że kocham cię lat już tyle
Gałczyński śmieje się na półce
a tobie drżą kolana

posmutniałam. nagą prawdą
twój uśmiech- czek bez pokrycia

sobota, taka jak wtedy
może śnieg sypie pod innym kątem
a w moim łonie dygocze i z zimna się trzęsie
nasciturus



Jesień można uczynić złotą

Pokój był niewielki. Stały w nim jedynie kanapa, barek i sztaluga. Nie słyszałam muzyki., ale byłam pewna, że spokojne dźwięki rozpływały się po kątach. Wystrój pokoju wcale nie przypominał pracowni. Sztaluga zdawała się pozostawać w tle. Satynowa, oliwkowa kanapa stanowiła ciekawy kontrast dla kremowych ścian. Zachodzące słońce nadawało specyficznego nastroju, wbijając się w sufit w tym samym kolorze. Na kanapie spała naga kobieta. Długie, kasztanowe włosy spływały bokiem mebla. Mogłabym się założyć, że miała także zalotne, gęste rzęsy.
Chciałam już wrócić do mieszkania, gdy spostrzegłam grę cieni miękko poruszającą się po ścianach. Odniosłam wrażenie, że w pokoju jest ktoś jeszcze. W pewnym momencie ujrzałam młodego mężczyznę. Stanął przy sztaludze i jakby odmierzał proporcje, mierząc wzrokiem odległość między sobą a dziewczyną. Na stojącą na parapecie tacę wycisnął z tubek kolorowe farby. Wymieszał palcami i również nimi zaczął nakładać na płótno. Co chwilkę zerkając na półleżącą modelkę zataczał coraz pewniej kontury ciała kobiety.
W pewnym momencie odsunął się na bok, tak że mogłam zobaczyć cały zarys postaci nakreślony przez mężczyznę. Stał przez moment wpatrując się w swoją muzę. Czas jakby się zatrzymał. Wstrzymałam oddech, serce biło mi mocniej. Mężczyzna wziął do ręki leżącą na parapecie szmatkę i wytarł w nią dłonie. Spojrzał w okno i jego wzrok zatopił się w dali. Dopiero teraz zobaczyłam jego twarz. Wyglądał zupełnie jak mój Misio.
Cały czas zastanawiałam się jak to jest, że nie słyszę muzyki, a jakbym czuła dźwięki otulające tych dwoje. Kiedy ponownie spojrzałam w okno, mężczyzna rozstawiał przeróżne lampki i świeczki. Rozpoczęła się gonitwa cieni i światła. Dopiero teraz spostrzegłam, że zrobiło się już szaro. Wiatr opadł na pola i spokojnie kołysał do snu.
Mężczyzna podszedł do śpiącej kobiety. Nachylił się nad jej twarzą i zaczął całować. Muza zaczęła się budzić… on jednak nie przestawał, badał ustami każdy fragment jej twarzy. Całował czoło, nos, policzki, palcami przeczesywał włosy. Zrobiło mi się wstyd, że ich podglądam, ale im śmielej on jej dotykał, tym bardziej chciałam w tym uczestniczyć.
Kiedy dziewczyna otworzyła oczy, mężczyzna wstał, ujął jej prawą dłoń złożył na niej pocałunek i wrócił na swoje miejsce przy sztaludze, by dalej palcami malować jej ciało na płótnie. Wkładał palce w farby i dalej modelował jej ciało. Postać na płótnie nabierała kształtów. Oczy stawały się wyraźniejsze, usta pełniejsze a włosy sprawiały wrażenie miękkich, lecz zarazem sprężystych.
Zastanawiałam się, czy są świadomi mojej obecności. Siedziałam tam chyba ze dwie godziny, oboje przez cały ten czas milczeli, ale doskonale rozumieli się bez słów, patrząc na siebie z zachwytem. Modelka już na dobre rozbudzona ze snu, zaczęła pozować bardziej aktywnie. Gładziła dłońmi swoje piersi, zwilżała językiem wargi, stopami kreśliła różne kształty na oliwkowej sofie. Poczułam pragnienie, ale nie chciałam żadnym ruchem burzyć tego spektaklu. Mężczyzna coraz niecierpliwiej malował swoją muzę. Podszedł do kobiety i zaczął gładzić jej ciało dłońmi, badał centymetr po centymetrze skórę na brzuchu, zataczał koła wokół kształtnych piersi nie zważając na ślady farby zdradzające drogę jego palców. Dziewczyna przegryzała wargi unosząc biodra, jakby prosząc o jeszcze, jeszcz., jeszc., jesz…, jes…., je…..,j…….. jeszcze.
Zamknęłam oczy, przyjemny wiaterek wciskał mi się pod bluzkę, położyłam sobie prawą dłoń na lewym ramieniu, kciukiem gładziłam szyję. Powoli napływał do mnie ciepło i wspomnienia… Ciągle pamiętałam, jakie pożądanie budził we mnie dotyk dłoni mojego Misia... Wiele dałabym, aby przeżyć to raz jeszcze. Wyswobodziłam piersi ze stanika, otulając je dłońmi.
Nagle z tego błogiego stanu wyrwało mnie trzaśnięcie drzwiami. Kiedy otworzyłam oczy w sąsiednim mieszkaniu nie było już nikogo. Gdyby nie półpostać pięknej nimfy na płótnie, pomyślałabym, że wszystko mi się przyśniło. W pracowni było już ciemno, jedynie uliczna latarnia, odbijająca się w szybie rzucała smużkę światła na niedokończone piersi…


Słuchałam jej jak zahipnotyzowana. Kiedy skończyła swoją opowieść czułam jak płoną mi policzki. I rumienię się zawsze na samo wspomnienia, z jaką pasją opowiadała, jak ożywała i gestykulowała opowiadając poszczególne fragmenty. W miarę jak zmieniała intonację głosu, w miarę jak zmieniały się rysy jej twarzy, zdawałam czerwienić się intensywniej. Możecie tylko żałować, że jej nie znacie. Ciąg liter nie jest w stanie zapewnić takiego odbioru jak głos, gesty i ten błysk w oczach.
Stanęłam przed drzwiami oddziału chorób wewnętrznych miejskiego szpitala, gdzie babcię Martę przywieźli tydzień temu z zapaleniem płuc.. nic dziwnego skoro tamtą noc spędziła w wiklinowym fotelu na swoim balkonie. Wyciągnęłam tort z kartonika, zapaliłam świeczki i weszłam do pokoju. Leżała na łóżku pod oknem, uśmiechała się przez sen. Zbudziła się kiedy podeszłam bliżej. Ucałowała mnie, spojrzała na świeczki symbolizujące 65 urodziny i powiedziała:
-Wiesz kochanie, dla tego fantastycznego powrotu do wspomnień, dla tej jednej chwili, warto było. Tylko proszę, nie mów nikomu.

odchodzeniem. daleko nie zajdziesz..

stawałeś się powoli narzędziem do strugania słowa
kto by pomyślał- na dużą skalę
mijali nas, udając że nic ich nie obchodzi
szczytowanie między etatami. nasze

nie piłeś ze mną wieczorami
herbaty z żeń-szenia, a wino było zawsze
ze śniadaniem

nie tędy droga


Julia- skąd się wzięła?

Noc była cicha.... było dość zimno, tam na górze nie było wiatru, więc mróz nie dokuczał tak bardzo... ale nie myślała o zimnie, myślała o życiu... tak myślała o myśleniu, myślenie fascynowało ją od dziecka.. kiedy była dzieckiem, hehe, kiedy to było? Było?
Myślała o słowie, słowa też ją fascynowały, bo tyle można nimi przekazać, czasami aż NIC, zbyt małe są - słowa... gdyby ktoś kazałby jej teraz opisać, co czuje, słów by nie starczyło, nie zmieściłoby się tyle słów w żadnej książce...
- ... tak, nie przeczytam już żadnej książki..
- A co chciałabyś jeszcze przeczytać?- męski głos wyrwał ją z zamyślenia.
Przerażona odwróciła się i spotkała wzrok jakiegoś mężczyzny. Co on tu robi? Jak długo siedział za nią? Czytał w jej myślach? niemożliwe, żeby powiedziała to głośno! Myśli, myśli.. jak to jest myśli składają się ze słów, czy słowa z myśli...
- Proszę się nie bać, patrolując te okolice, zawsze zaglądam pod ten most- dopiero teraz zauważyła, że facet ma na sobie mundur policjanta.
Cudownie, po prostu świetnie! Jeszcze mi tu gliniarzy trzeba, kurwanckiego, najlepiej, to niech mnie od razu zamkną! Za NIC.. tak po prostu, za to że jestem, za to, że jeszcze...
W zasadzie trudno było odgadnąć jego wiek, przed chwilą wyglądał na czterdziestolatka, teraz taki nieśmiały, jakby skrępowany uśmiech odjął mu trochę lat, ale cały czas wydawał się poważnym facetem. Chociaż z drugiej strony ta chłopięca uroda...
- Chyba nie zamierzałaś skoczyć? Woda jest bardzo zimna.
Pewnie, że zamierzała, a co robiłaby tutaj sama w środku nocy... ale przecież mu tego nie powie... Co się z nią dzieje? Od kiedy zaczęli jej się podobać dojrzali mężczyźni? Jakiś czas temu zauważyła, że przestała odwracać się za facetami, a jeśli już zdarzyło jej się zwrócić na kogoś uwagę, nie byli to rówieśnicy, lecz panowie w średnim wieku. Czyżby dopadał ją „syndrom brakującego ojca”? – tak sobie rozmyślała. On milczał, wyczekująco patrzył jej w oczy. Zawstydzona spuściła wzrok.
- Skądże znowu! Skąd Panu przyszło do głowy?- miało to zabrzmieć oburzająco a wyszło jakoś tak cicho.
- Mów mi Piotr. Więc co tu robisz sama w środku nocy?- spodziewała się takiego pytania.
- Czytam- odparła wskazując na palącą się świeczkę i dość zniszczoną już książkę.
- „Spotkamy się kiedyś w moim raju”? Czytałem. Świetna opowieść, i co najważniejsze prawdziwa. Szkoda tylko ze smutna. Nie powinnaś czytać takich smutnych książek- kim on do cholery jest, żeby się do niej na per ty zwracać, przedstawiała mu się, wino z nim piła czy jak? Czy to jakaś stała praktyka policjantów, spoufalanie się z niedoszłymi czy przyszłymi samobójcami, co on sobie myśli? Że kim ona jest, nic o niej nie wie- mów do mnie Piotr, srete mete, a jutro wlepi jej mandat za złe parkowanie... że wygląda jakoś znajomo, to jeszcze nie znaczy, że może jej na ty...
- Odchodzeniem, daleko nie zajdziesz- powiedział cicho i zniknął w ciemnościach...
Nagle zaczęła się bać, kimkolwiek był dobrze ją znał. Wiersz o takim tytule umieściła dziś na wszystkich portalach literackich, na których do tej pory publikowała swoje teksty. Teraz pomyślała, jak nierozsądnie było rozpowszechniać swoje zdjęcie na stronach internetowych. Musi się skupić. Do kogo był podobny..- okropieństwo, gdy się nie ma pamięci do twarzy... głos, musi odtworzyć głos... Piotr, kazał mówić do siebie Piotr... jak mogło jej umknąć, że jest policjantem...
(...)


zaciekawiło cię?
chcesz wiedzieć co było dalej?
napisz ;)


* korespondencję proszę kierować na adres jola_sztejka@poeci.com
niestety, formularz do przesyłania wiadomości umieszczony na stronie przestał działać!


Stwórz własną stronę w serwsie poeci.com

ACTON | Wirtualne kartki | Muzyczna.com| Ogłoszenia | Dla webmastera | Katalog stron | Program Partnerski


Wyślij wiadomość e-mail
Twój
e-mail:
Treść: