poeci.com | O mnie | strona kamila | moje miasto | piwnica pod baranami |
Hanka Pietruszewska

wiersz podróżny

czasem chciałabym mieć coś swojego
choćby odcisk na stopie
albo bilet w torebce
bo nie mogę ciągle czekać

wiesz to nie chodzi o ten czas
ale o słowa
dane
a niedotrzymane
jak obietnice że
byle do niedzieli

teraz
już wiem
swoje gdzie indziej
trzeba napisać


wiersz z soli

Obejrzałam się z ciekawości.
Z chęci krzyku, powrotu.

(W. Szymborska, Żona Lota)

stawiam zimną herbatę i pasjansa na stole
nie zawsze wystarcza na śniadanie we dwoje

niektóre rzeczy przychodzą powoli

ale lepsze to niż poczucie winy
za pisanie bez przemyślenia i
te wszystkie dni kiedy byłam tylko dla siebie

a ty masz w sobie ten spokój i słowa które
nie pozwalają mi patrzeć przez ramię
choć i tak nad ranem czuję słony smak mojej skóry
i wiem
kiedyś musiałam stać obok żony Lota

wiersz dla okularników

w łokciach czuję jak zbiera we mnie przedwczorajsza złość
na kolejną dioptrię
znowu nie zobaczę jak zmieniasz się we wzory na pościeli
dopiero rano zrozumiem że to poduszka patrzy na mnie
niebieskim okiem

na sztywnych rękach można stać i klaskać
czasem tylko trudno przykryć piersi
więc leżę na brzuchu i słucham jak z ramion spadają włosy
prosto w poranną gazetę
z redakcją rzeczy pospolitych porozmawiam sobie
o dmuchanych dzieciach
i składanym niczym szafki z Ikei życiu

w tym domu tak naprawdę tylko sufit tęskni do podłogi


wiersz do ostatniego A.

Odkąd zapięłam myśli guzikiem twojej marynarki
mylę autobusy łóżka i imiona
ale przynajmniej nie rozkładam się z nimi po całym pokoju
nie musisz słuchać że Zagajewski bardzo odmłodniał w ostatnich wierszach
a Kapuścińskiego
nie ma w bibliotece bo jest z Herodotem
tylko Bóg wie gdzie
i kiedy dopadnie mnie szaleństwo
przywiązywania języka do klamki
(niestety nie stać mnie na własnego Aarona
a tym bardziej na własny naród wybrany)

Wiem że nie godzisz się na moje niedoskonałości
choć wcale tego nie mówisz
wystarczy że patrzę na opuszki twoich palców
gdy nerwowo biegną po kręgosłupie
żeby tylko nie dotknąć rdzenia
a głos ci się załamuje jak lód pod stopami na pierwszej głosce imienia
potem płynie dochodzi do ostatniego
A. w nocy znowu wymkniesz się spod kołdry żeby zmienić
stan skupienia innego ciała

wiersz w sobie

ma tylko dwie ręce żeby unieść tę miłość
i czasem mokre oczy bo nie ma kto potrzymać parasola
ale nie można się bać
choć jeszcze zakupy w siatce
dzieci całe w śpioszkach
i noc za krótka żeby urodzić nowy dzień bez nadgodzin

w wolnych chwilach oddaje pożyczone książki
czuje że tęsknią za swoimi półkami
jak ona za wierszem swojego życia
zbiera w sobie dowody na to że kiedyś była poetką.(com)
i czeka na jego powrót



wiersz od niechcenia

gdy mnie nie słyszysz chcę ci powiedzieć
o wiecznie płaskim brzuchu i moich porannych niechceniach
wiesz że śpią za lewym uchem ale i tak budzisz je
czubkiem język umoczonym w kawie
cierpkość stawia na nogi
tylko ręce opadają w dół łapiąc
plany ubrane w dziecięce kaftaniki

bo tak bezpieczniej

czasem ciśnienie śródczaszkowe rozrywa
wszystkie układy i konstrukcje naszych rozmów
zostaję więc z pokruszonym sumieniem i piegami na nosie
niczym croissant po kolacji ze śniadaniem
bez szans na dotrwanie do obiadu

nie dokońca wiersz - prośba kobiety na zielonej ławce

Chciałbym opowiedzieć Ci o wiośnie w moich włosach i ptakach wędrownych w sercu.

Chciałbym abyś posłuchał jak śpiewam gdy same słowa nie wystarczają aby opisać moje szczęście.

Chciałbym abyś rozganiał moje chimery, które wychodzą tuż po zmierzchu, aby ogrzać się przy moim policzku.

Chciałbym abyś dłonią głaskał moje lęki, tak aby stały się miękkie jak majowa trawa.

Chciałbym abyś dbał o moje marzenia, które z miłości do Ciebie mogę zawinąć w szary papier i schować do szafy.

Chciałbym abyś codziennie ubierał mnie w nadzieje, nawet w lecie chcę być nią okryta jak grubym płaszczem.

Chciałbym abyś trzymał mnie z rękę gdy chodzę po wąskich krawężnikach życia, ale puszczał gdy w końcu znajdę pod nogami równą drogę.

Chciałbym abyś nie mówił, że czegoś nie ma skoro Ty tego nie czujesz, ja tak często czuję za nas dwoje.

Chciałbym abyś jadł ze mną makaron palcami i pozwolił abym parzyła Ci herbatę, to dzięki moim zwyczajom jestem tym kim jestem.

Chciałbym abyś był blisko, ale z powietrzem między nami, tylko tak możemy zobaczyć, że w naszej różności jesteśmy jednym.

Chciałbym abyś nie czuł się zraniony, gdy chowam się w siebie, wtedy najbardziej potrzebuję Twoich otwartych ramion.

Chciałbym abyśmy szukali razem tego co ważne dla nas, wiesz że łatwo tracę orientację.

Chciałbym abyś mówił do mnie z miłością nawet jak będziesz miał dość porozrzucanych ubrań, słowa zawsze ranią mnie najbardziej.

Chciałbym abyś zawsze patrzył na mnie takim wzrokiem, w Twoich oczach znajduję odpowiedź na wszystkie niepewności.

wiersz Iszszy

coś gra mi w głowie
myślę że to ten sam Tiersen co zawsze
wyczesuję pięknie przy nim moje małe lęki
przed tym co niewypowiedziane i nieodłożone na swoje miejsce

czasem zaglądam na druga stronę oka
tam gdzie wszystko jest odwrócone
żeby odzyskać właściwy obraz rzeczy

pamiętasz jak szukałam
zdartych płyt
chciałam raz usłyszeć jeszcze
że pięknie wyglądam z moimi trzema krzywymi żebrami

każde z nich ukradłam o innej porze roku
nocą gdy Adam spał na lewym boku
i śnił o polowaniach i moich ustach
lepkich od soku z owoców intuicji południowych

teraz to nieistotne
chowam się cała pod twoje żebra
tam gdzie zaczyna się wszystko




wiersz z lipy

lubię kiedy twoje ręce przekraczają mój brzeg
a wzrok roztapia się w rumieńcach
bo nic tak nie parzy jak policzki kobiety przyłapanej
na uczynku względem duszy i ciała

w końcu piszę pod włosami
choć wiem że to zadanie karkołomne
dużo czasu zajęło mi zbieranie siebie z cudzych
głów biurek i telefonów
to trudniejsze niż przekonywanie przekonanych
i rozmawianie z mówiącymi

od tej pory ciężko mi utrzymać głowę na swoim miejscu
noszę więc błędnik w kieszeni spodni
wolę spaść z gałęzi na ziemię
niż strugać obietnice z drzewa lipowego

i lipa wie
nie mogę obiecać że tej miłości wystarczy na więcej
niż jedną herbatę

...z kobietą

O samotności z kobietą nie można ckliwie, bo nic nie powie
Tylko zmruży oczy i zwinie się w kłębek zielonej włóczki
I znowu pomyślisz, że ma koty w głowie

Mówiłam ci?
Widziałam ją ostatnio jak chodziła pod moim oknem
Z przestrzelonym barkiem
pod pachą
miała Márqueza
i na oko jakieś sto lat

ze strachu straciłam rumieńce na policzkach

Masz rację -
Pytać o samotność
Można jedynie z pistoletem w ręku
Żeby móc ją zastrzelić, gdy tylko siądzie na ramieniu



pestka

Kiedy przyjdzie wbić szpilki w korę pamięci

rozkurczę palce powyginane do wiatru

pokroję papierówki na równe ósemki i poszukam swojej pestki

znowu popłyną soki po moich udach

nie będziesz więcej liśćmi zakrywał mi ust

wiersz spod talerzyka

To jeden z tych dni kiedy czas staje
po mojej stronie i pozwala mrugać do znudzenia
powiek
nakręcam też włosy na palce
i słucham jak ziemia szuka swojego miejsca
choć zimno w policzki i uszy już bolą

czasem przychodzę
na palcach
rzadko w butach, nie chcę niszczyć Twojego s(pokoju)
i to nic że tylko na kawę
wiesz że wyniosę w kieszeni
cukier i sny spod talerzyka

w końcu napiszesz do mnie szeptem
żebym przyszła i odłożyła je na miejsce
bo nie możesz spać
a już trzecia nad ranem
więc wracam
pod twoje ręce


wiersz plisowany

Patrzę na pierwsze zmarszczki pod oczami
i w każdej doszukuję się pewności, że
ciągle czekolada pasuje do moich ust
a pończochy do łydek, które nie biegają już za wiatrem w polu
ani za zielonym światłem na przejściu
żeby zdążyć na drapanie po plecach

wiem, że czwarty siwy włos to nie przez rachunek za prąd
tylko przez to prześcieradło, które gniecie się pod jednym ciałem
niczym plisy na spódnicy
z małym zapasem poukładałam plany na dziś
choć w gruncie
rzeczy w nieładzie wyglądają ciekawiej

na więcej nie mam siły
a trzeba jeszcze dojść
na zieloną górę czterdzieści minut


wiersz dla ptaków

próbuję spotkać się z życiem
ale wiem - zawsze mocniejsza byłam w teorii
podglądam przez dziurkę od klucza
jak woda kapie z kranu jak głaszcze dzieci na dobranoc

i jak pisze się wiersze

co wieczór po omacku prostuję paliczki
muszę mieć pewność że zachowam sprawność trzymania
kołdry na sobie
nagość demaskuje nasze ułomności
zwłaszcza gdy śpi się przy otwartym oknie
i całe ciepło ucieka
przy pierwszym oddechu

rano pozbieram je z parapetu
i nakarmię nim ptaki

wiersz z piasku

w tym gniewie musi być jakaś metoda
jak w szaleństwie bycia
mimo różnicy w objętości uczuć

dlatego przechodzę tam gdzie kończy się wzrok
a zaczyna słuch odśrodkowy żeby
odpowiedzieć na wszystkie nierówności
między dniem a nocą

nie bój się że zgasną mi oczy –
tylko tak mogę widzieć rękoma jak
pory dnia skraplają się na skórze

nie bój się że pomylę zmysły -
droga do ciebie usypana jest z tego samego piasku
który mam pod powiekami

wiersz z nadmiarem

o jeden łyk kawy
o dwa ziarnka pieprzu
o miarkę soli
kamiennej
na twarzy



o słowa które są
jak g(w)oździki w miękkim ciele
pachnące

ciężko uwierzyć dłoniom
że lepiej wypuszczać niż łapać
dopóki nie dotkniesz
oceanu




wiersz z cukru

wiesz jaki deszcz spadł tej nocy?
rozpuścił moje pelargonie z kostek cukru
tak słodko pachnie teraz na balkonie
a pszczoły z całej okolicy moczą pyszczki
w moich marzeniach o cukrowym ogrodzie

wiem
mówiełeś że to najdziwniejsza z fanaberii jakie wyrosły mi w głowie

dajmy spokój
są takie katastrofy po których powietrze wypełnia się zachwytem



wiersz wrześniowy

ciągłe życie w niedoczasie opłacam
obranymi niczym jabłka planami na wrześniowe macierzyństwo
serpentyny skórek nawijam na włosy bo wiem że
lubisz jak pachną późnym latem

intuicja podpowiada mi że ten stan rzeczy
może trwać do kalend greckich
albo jeszcze dłużej do dwóch niedziel pod rząd

przeciekam przez palce niczym
sok z winnych wczesnej dojrzałości gron
a ty łapiesz mnie zachłannie ustami do ostatniej kropli
jakbyś czuł na czubku języka że za rok będę smakowała zupełnie inaczej






Stwórz własną stronę w serwsie poeci.com

ACTON | Wirtualne kartki | Muzyczna.com| Ogłoszenia | Dla webmastera | Katalog stron | Program Partnerski


Wyślij wiadomość e-mail
Twój
e-mail:
Treść: