
Wcielenia
Byłem orłem na tatrzańskiej grani –
nocnym stróżem w przedpokoju nieba.
Potem stałem się głazem przydrożnym,
gniazdem wilgi na koronie drzewa.
Byłem także piaskiem na pustyni,
dzwonkiem kwiatu, krynicą rzeki,
jarzębiny koralem czerwonym,
złotą rybką i łzą spod powieki.
Teraz jestem tylko twoim szeptem,
szmerem włosów rozwianych na wietrze,
nikłą zmarszczką w zatoce spokoju,
twoim cieniem i twoim powietrzem.
Ale co to? Ten szept coraz cichszy,
pobladł cień, rozplecione już dłonie.
Dobry Bóg mnie zamienia w anioła.
Ty zostaniesz chwilę po tej stronie.

wrócić
otulić się spokojem
zanurzyć się w tym
co pierwotne i wieczne
co było zawsze
stać się cząstką niezmiennego
dziwić się ale nie pytać
jakie jest i dlaczego jest
zachwycać się tym że jest
bo mogłoby nie być
odrzucić wszystko
co zmienne i ulotne
chleb leżący na stole
wieczorny zapach maciejki
porażające piękno gromu
zapaść się w siebie
w swoją niezmienność
i tak trwać tak trwać...
wrócić do źródła

migawki z życia (oceanu)
ukwiał wyciska
białymi palcami
rybie oczy
krab odcina nożycami
bardzo starannie
głowę sardynce
rekin ludojad
pożera ofiarę podkową
o podwójnym łańcuchu kłów
czerwoną nitką
broczy wieloryb
trafiony harpunem
„wciąż głód i głód i głód
wciąż głód i głód i głód
i głód i zawsze głód
lecz coś by warto zjeść
głód to do siebie ma
la-raj la-raj la-ra” *
* fragmenty wiersza Steda „Walc nad Missisipi”
|