Twoje ręce wspominam –
niecierpliwe, wciąż chętne,
wciąż gorące…
Moja naga skóra
nabierała ciepła od nich
do końca
nieskończoności,
aż wieczność pękła…
Kiedy wrócił czas,
znów mogło być potem,
więc potem leżeliśmy,
żeby odpocząć…
Pamiętam wtedy Twój szept,
że nikt jak ja,
że oczy i nos,
że śmiech i że dreszcz,
że zawsze my dwaj…