Kiedy ludzie umierają wiosną ich dusze nie idą tam, gdzie zazwyczaj,
ale zostają tu – zawieszone w rozkwicie. Przez jakiś czas
ich dusze utrzymuje ten wiosenny bunt. Potęga
życia w swoim rozwichrzonym pędzie. Umrzeć teraz, w tych dniach,
to ogromne szczęście. Na przykład pan Wiatr.
Stanisław Wiatr zatrzymał się we śnie, zupełnie
bezboleśnie, a potem leżał w trumnie z uśmieszkiem na twarzy.
Zapewne lśni na jeziornej powłoce, banalnie i pięknie. 40 miliardów
wyklutych robaczków jest tutaj baterią. Hej! Niechaj wszystkim
będzie dane umrzeć wiosną. Wyszaleć się w niej
dopóki trwa hossa. A w czerwcu, normalnie pójść prosto –
bez marzeń, powoli w stronę mostu.